Czytając biografie Jana Pawła II łatwo natrafić na informację, że „nasz papież”, jako letnią formę wypoczynku upodobał sobie udział w spływach kajakowych, na których przebywał wraz ze znajomymi i młodzieżą akademicką. Bardziej wnikliwi badacze dotrą do informacji, że preferował on trasy kajakowe północno- zachodniej Polski.
Dwoje uczniów naszej szkoły, Aleksandra Kasperek i Łukasz Ostrowski w czwartek 16 czerwca, miało możliwość uczestniczyć w spływie kajakowym po Różycy. Rzeka ta usytuowana jest na północ od Piły i w swym biegu przepływa przez kilka jezior. Po przybyciu na miejsce rozpoczęcia spływu i zaopatrzeniu w suchy prowiant, popłynęliśmy w górę rzeki do jeziora o nazwie Krąpsko. Słynie ono z tego, że w 1978 roku na jej brzegu wraz ze swoimi towarzyszami rozbił obozowisko Karol Wojtyła i tam dowiedział się o rozpoczęciu konklawe po śmierci Jana Pawła I (był to jego ostatni spływ kajakowy). Na brzegu jeziora postawiono kamień i krzyż upamiętniający owo wydarzenie i właśnie w tym miejscu stworzono dla nas możliwość uczestnictwa w kameralnej Mszy Świętej. Odprawiał ją ksiądz Szymon Kasprzak wykorzystując ołtarz wymyślony przez Karola Wojtyłę, czyli na trzy kajaki. Po nabożeństwie zajęliśmy ponownie miejsca w kajakach, by przy słonecznej pogodzie zachwycać się pięknem przyrody, pokonując meandry rzeki. Czternastokilometrowy odcinek trasy obfitował w miejsca ograniczające swobodny spływ. Czasami zwalone konary drzew skłaniały nas do olbrzymiego wysiłku w ich omijanie, a płycizny wymuszały wysiadanie z kajaka i prowadzenie go za sznurek po korycie rzeki. Te utrudnienia wcale nas nie zniechęcały. Jednak każda aktywność fizyczna i każdy wysiłek ma swoją cenę- byliśmy zmęczeni i … głodni. O zaspokojenie ostatniej potrzeby zadbała Pani Ola Błażejewska, organizatorka spływu, wieloletnia prezes stowarzyszenia „Sprawni Razem” i lokomotywa działalności prosportowej dla osób niepełnosprawnych na terenie dawnego województwa pilskiego. Po przybyciu na metę w miejscowości Krępsko otrzymaliśmy olbrzymi obiad (z mięchem i trzema surówkami), lody i certyfikat pokonania Różycy. Do Gębic dotarliśmy o godzinnie 1730 i mogliśmy… położyć się spać.






